Zima zaskoczy drogowców, kierowców i posłów?

Wprawdzie do pierwszych śniegów zostało jeszcze trochę czasu (miejmy nadzieję), to pewnie dziennikarze już szykują materiały o tym, jak to zima zaskoczyła tego czy owego.

W letnim sezonie ogórkowym pojawiła się nawet plotka, czy raczej pomysł naszego kochanego ustawodawcy, zgodnie z którym w Polsce miałby obowiązywać nakaz zmiany opon na zimowe i to od konkretnej daty (bodajże 1 listopada).

Bezsens takiego rozwiązania w polskich warunkach jest oczywisty. O ile można się zastanawiać nad nakazem jazdy na zimówkach w trudnych warunkach, czy w górach, o tyle wyznaczanie konkretnej daty świadczy o kompletnym oderwaniu pomysłodawcy od realiów. Po pierwsze, w listopadzie czasami mamy piękną pogodę i nawet kilkanaście stopni na plusie. Po drugie, rekordowe kolejki do warsztatów murowane.

Zamiast wymyślać bzdurne przepisy, można by popracować nad świadomością ludzi na temat przygotowania samochodu do zimy. Bo przecież nie tylko o opony chodzi. Dla własnego bezpieczeństwa (ale też wygody) warto sprawdzić układ hamulcowy, chłodniczy, akumulator, stan wszystkich wężyków itd.

Warto byłoby też w końcu zadbać o sensowną komunikację publiczną (jako rozsądną alternatywę w naprawdę mroźne i śnieżne dni). Przede wszystkim o ogrzewanie. Jest to od dzisięcioleci problem nie do rozwiązania – może trzeba wprowadzić przepisy, które z mocy ustawy nakazywałyby kierowcom i motorniczym nastawiać ogrzewanie zgodnie z panującymi warunkami pogodowymi? ;)

A może ustawa to za mało? Może potrzeba nam nowelizacji Konstytucji? Albo lepiej od razu szukać pomocy w UE? ;)